wtorek, kwietnia 07, 2020

W czasie zarazy

Bez potrzeby z domu nie wychodzę, ale czasem muszę pójść do pracy. A potem wrócić. Wieczorem. Albo rankiem. Tylko rankiem stoję w kolejce do sklepu. W masce. A wieczorem, gdy wszystkie sklepy zamknięte, czasem jest pełnia księżyca. Zwłaszcza znamienna przed Wielkanocą.





 

I wtedy warto mieć ze sobą aparat :)
Połów 7.04.2020

niedziela, marca 01, 2020

Mój mały kucyk

Co krok spotykaliśmy koniki islandzkie. Mam wrażenie, że tak jak nasze koniki polskie, są hodowane bezstajniowo, czyli 365 dni w roku na wolnym powietrzu, niezależnie od warunków atmosferycznych. A warunki atmosferyczne były. 












Połów 25-28.02.2020

sobota, lutego 29, 2020

Powrót

Od dawna marzyłam o uwiecznieniu zorzy polarnej. Nadarzyła się okazja, kupiłam bilet i poleciałam. Wszyscy znajomi do Norwegii, a ja oczywiście gdzie indziej. Poniekąd błąd. Trza było do Tromsø, ale co się odwlecze... Przynajmniej prawdziwą zimę zobaczyłam, aczkolwiek po tych pięciu dniach mam jej serdecznie dość :) Przygody jak u Tomka Wilmowskiego (kto czyta, ten wie, kto zacz). A zorza pojawiła się dopiero po wywołaniu RAWów. Na oczy nie widziałam. Ale pierwsze koty za płoty. W przyszłym roku jadę do Tromsø, nie ma bata.



















 Połów 25-28.02.2010

wtorek, grudnia 31, 2019

Koniec roku

Rok się kończy. Przyjaciele spontanicznie pojechali dziś na Podlasie. A ja spontanicznie mam zapalenie korzonków i imprezuję na tak zwanej "białej sali", czyli w łóżku. Ale zanim korzonki się zapaliły, udało mi się utrwalić warszawski Trakt Królewski po nocy. 






Mimo braku śniegu w stolycy się dzieje.
A  u mnie w nowym roku też będzie się działo.
W lutym wracam na Islandię, w marcu nad Biebrzę, a w lipcu będę eksplorować deltę Dunaju. Druga połowa roku jest jeszcze tajemnicą, nawet dla mnie. Ale trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało.
Dosiego Roku zatem :)
Połów 26.12.2019 Warszawa

sobota, października 19, 2019

Nad morzem mgieł

W zeszłym roku nie udało się. Ale teraz nie daliśmy za wygraną i poszliśmy na Sokolicę. Na wschód słońca. Wyczyn, bo wchodziliśmy po ciemku przy latarkach. A droga nie jest łatwa. Zwłaszcza dla mnie. W połowie drogi miałam kryzys. Stwierdziłam, że poczekam sobie do świtu i zejdę, ale Kaśka została ze mną i powolutku, w swoim tempie weszłyśmy na szczyt. I jeszcze na sunrise zdążyłyśmy. A pod nami mgły i Dunajec, a przed nami Tatry i złamana sosna... Warto było się zmęczyć od rana :)









Połów 11.10.2019 Pieniny

poniedziałek, października 14, 2019

Jesienny redyk

W tym roku w czasie pleneru w Pieninach pogoda była wyjątkowo łaskawa. Tylko pierwszego dnia wiało, jakby się kto powiesił (poprzedniego dnia nieprzewidzianie wylądowaliśmy na chwilę w Kielcach i było OK, zupełnie niezgodnie z ogólnie znanym powiedzeniem ;)
Wykupowaliśmy właśnie miejscówkę na spływ Dunajcem i wtedy dowiedzieliśmy się, że przez Szczawnicę będzie szedł redyk, czyli owieczki będą schodziły z pastwisk. No łał! Ale gratka! 
Przyjechaliśmy do miasta odpowiednio wcześniej, zasadziliśmy się na zakręcie i nadeszły. Przemknęły jak wiatr. Nikt się nie spodziewał, że tak szybko to pójdzie.





Ale taki prawdziwy redyk spotkaliśmy następnego dnia w w totalnej mgle na drodze między Hubą a Czorsztynem. Szły do Bukowiny. I to było niesamowite.








Połów 12-13.10.2019 Pieniny