niedziela, czerwca 24, 2012

Wianki 2012










Jak co roku o tej porze. Ale najdłuższy dzień, a zatem i noc sobótkowa dopiero dzisiaj :)
Połów wczorajszy, 23.06.2012

sobota, czerwca 23, 2012

Neple

W drodze do Janowa Podlaskiego, zaraz za Terespolem, mijaliśmy Neple. A wspominam o tym miejscu, bo pomijając podlaski przełom Bugu, czyli malownicze ujście rzeki Krzny i przecudnej urody krajobraz, można tam zobaczyć "kamienną babę". Poszukiwanie jej jest tak samo pasjonujące, jak miejsca pomiaru stanu wody we Włodawie. Ale koniec języka - miejscowi wiedzą, gdzie szukać. Zatem stoi sobie na niewielkim wzgórku tuż przy leśnej dróżce. Opowieści i legendy są różne, ale ja sądzę, że to zwykły krzyż pokutny (o ile krzyż pokutny może być zwykły ;) Tak zresztą wygląda.


Połów 6.06.2012

piątek, czerwca 15, 2012

Jabłeczna

Pamiętnego śnieżnego pleneru w okolicach Sylwestra 2010/2011, odwiedziliśmy tę wieś przy okazji wierzbowisk na końcu świata. To znaczy wierzbowiska swoją drogą, a monastyr, swoją. Naprzeciw bramy do klasztoru na niewielkim wzniesieniu znajduje się urocza prawosławna kapliczka, cała w zieleniach i błękitach - jak z bajki Puszkina. Wtedy też Taida zdradziła nam tajemnicę, że dalej na polanie nad Bugiem jest taka druga. Postanowiłam do niej dotrzeć. Nie pamiętam, kto mi wtedy towarzyszył - Paweł albo Leszek - ale przedarliśmy się tylko do wielkiego starego dębu z wielką dziuplą w pniu (dziś wiem, że to jeszcze kawałek drogi) - nieprzetarty szlak przez śnieg po kolana skutecznie nas zniechęcił, a i światło zaczynało chylić się ku upadkowi, więc sensu większego nie było.
Tymczasem w drodze z Włodawy w okolice Janowa Podlaskiego brat zobaczył na drodze drogowskaz do Jabłecznej - mówiłam mu o monastyrze, ale już straciłam nadzieję - więc tym skwapliwej poparłam zjazd z trasy. Oczywiście najbardziej byłam ciekawa tej nieznanej kapliczki na łące. Po pierwszym zachwycie kapliczką naprzeciw, udaliśmy się w kierunku zarejestrowanym w tamtą zimę. I tak szliśmy, i szliśmy... Brat zaczął się zniechęcać, bo jeszcze trochę drogi przed nami było, ale wtedy ją zobaczyliśmy. Na rozległej nadbużańskiej łące, w asyście kilku drzew stała samotna bajkowa kapliczka. W zasadzie taka sama, jak ta przy monastyrze, ale widok dech nam zaparł. Bo to trzeba wszystkie okoliczności przyrody zsumować - przede wszystkim cisza (to znaczy brak odgłosów cywilizacji), tylko jakaś jedna szalona czajka, co to obwieszczała nie wiadomo komu, że ludzie nadchodzą; po drugie łagodne światło - nic z agresji słońca na nieskazitelnie czystym niebie; po trzecie zieleń i kolory łąkowych kwiatów. I dróżka prowadząca prosto do kapliczki. A obok granica państwa - słupy graniczne nasze po tej i białoruskie po drugiej stronie Bugu. I żywej duszy... Aż nie chciało się wracać do samochodu. I nagle okazało się, że mimo światła, do którego trza było ISO podciągnąć, zdjęcia mogą być ostre - musiałam tylko zresetować dioptriaż i wdziać okulary ;) 






 

Połów 6.06.2012

Na Bugu we Włodawie

Każdemu kiedyś obił się o ucho tekst radiowego spikera: na Bugu we Włodawie przybyło/ubyło (w zależności). Zatem korzystając z wizyty postanowiliśmy zobaczyć, gdzie jest ten sławny punkt pomiaru stanu wody. A właściwie po to tylko do Włodawy zawitaliśmy ;) Ale to wcale nie jest takie proste. Pani w Informacji Turystycznej wytłumaczyła niby łopatologicznie, ale dotarliśmy tylko do przystani kajakowej, nieczynnej przed sezonem. A dalej już granica państwa i brzeg Bugu. I żadnych przyrządów pomiarowych... Spotkani po drodze turyści, tak jak my, ciekawi tego miejsca, tłumaczyli, że to na Lublin trzeba jechać i tam gdzieś to jest. Ale jak na Lublin? Przecież we Włodawie... Tym razem daliśmy za wygraną, bo głód zaczął nam w oczy zaglądać, zatem poszukiwanie jedzenia (co przed godziną czternastą we Włodawie też jest trudne). Znaleźliśmy pyszności regionalne w malutkim pensjonacie Podkowa (reklamuję, bo naprawdę wyśmienite) i dalej zastanawialiśmy się, jak dotrzeć do "tego" miejsca. Poszukiwania internetowe też na niewiele się przydały - po prostu tajemnica państwowa niemalże. W końcu jeszcze raz pojechaliśmy na przystań kajakową i napotkanych miejscowych spytaliśmy o drogę. I bingo! Dwóch chłopaków idących na ryby skomentowało: ale co w tym ciekawego? przecież tam nic nie ma... No jak? :)






 
Na Bugu we Włodawie trzynaście. Myślę, że od tamtej pory przybyło pięć ;) Co w zasadzie wcale nie jest śmieszne...
Połów 6.06.2012

wtorek, czerwca 12, 2012

Sobibór









Mała stacyjka wśród łąk i lasów. Ptaki śpiewają, sosny szumią, Bug leniwie płynie. Nic nie wskazuje na koszmar, który rozegrał się w tym miejscu kilkadziesiąt lat temu. I gdyby nie świadectwo tych, którym udało się stamtąd uciec, nikt nie wiedziałby o hitlerowskim obozie zagłady w Sobiborze. Ziemia i zieleń ukryłyby ślady ofiar i morderców...
Połów 6.06.2012

poniedziałek, czerwca 11, 2012

W drodze do Sobiboru

We wtorek ruszyliśmy z Prehoryłych do Sobiboru. Na mapie wygląda na strasznie daleko, a to tylko jakieś siedemdziesiąt parę kilometrów, ale po drodze było tak pięknie, że jechaliśmy z prędkością 40 km/h. Dosłownie :) A efekt był taki, że do pani Broni dopiero na siódmą dotarliśmy, choć zapowiadaliśmy się telefonicznie już od południa. Chciałam bratu jeszcze leśny cmentarzyk pokazać, ale rozpadało się na dobre, zatem wieczór spędziliśmy przy komputerach ;)













Połów 5.06.2012

niedziela, czerwca 10, 2012

Gołębie - Prehoryłe - Kryłów









Rzut beretem od granicy z Ukrainą. Tylko rozlewiska Bugu i już jesteśmy u sąsiadów ze wschodu. Pusto po horyzont. Same pola i łąki. I bociany, które nie specjalnie boją się ludzi. I dobrze, choć czasem jest to niebezpieczne, bo przelatują tuż przed maską jadącego samochodu. W Prehoryłem wśród łąk ukryły się ruiny zamczyska należącego ongiś do Grodów Czerwieńskich. Kawał historii. 
Natomiast w Kryłowie znajduje się kapliczka świętego Mikołaja i wilka. Nie znam legendy. U jej stóp bije źródełko, w którego uzdrowicielską moc wierzy okoliczna ludność. I my też na  dalszą drogę tę zdrową wodę zabraliśmy. Cokolwiek by mówić - jest znakomita :)
Połów 4-5.06.2012

Zamość







Czasu i pogody nie było, zatem tylko kilka zdjęć z Rynku, a potem dalej na spotkanie z Bugiem.
Połów 3.06.2012