czwartek, sierpnia 04, 2011

Porzeczki

Właściwie to już po nich. Przez te deszcze niespokojne prawie całe lato nie byłam na działce. Wczoraj się zmobilizowałam. Wsiadłam na mojego błękitnego rumaka i pognałam z całym sprzętem na plecach. Nie wzięłam tylko statywu i świeżo naprawionego tele (to już byłaby przesada). Ale pierścienie pośrednie zabrałam. Tylko komary mnie strasznie jadły, zatem trudno było ostrość złapać :)




Połów 2.08.2011

wtorek, sierpnia 02, 2011

Historia niedokończona

Ta historia nigdy nie została opowiedziana. Powstała ze strzępków zasłyszanych rozmów, z wyobraźni dziecka, z umiejętności kojarzenia faktów... Osoby, której ona dotyczy, już dawno nie ma. A ludzi, którzy w niej brali udział, też coraz mniej... Uwielbiałam grzebać w pudełku ze skarbami ojca. To było jak święto. W pudełku były wkłady do długopisów; jakieś sprężynki; okolicznościowe monety w pleksiglasowych koszulkach; dwustronne ołówki; medale, nad którymi zupełnie się nie zastanawiałam – bo i po co?; trochę papierów; różne takie szpargały, które każdy facet trzyma, bo przydasie ;)... I rzecz najważniejsza – dwa nieduże kawałki metalu połączone drucikiem. Malutkie to było. Wygłądało jak sztanga dla krasnoludków – tylko obciążniki były zbliżone w kształcie do kostek. Co to takiego? - spytałam. Nie mogłam sobie nijak wyobrazić, do czego to ojcu potrzebne. Przedmiot bezużyteczny zdecydowanie. Odłamek – odparł ojciec. Co to odłamek? – drążyłam temat. To taki kawałek metalu oderwany od większego pocisku. A po co ci on? Na pamiątkę. Czego? Powstania. O Powstaniu Warszawskim już wtedy co nieco wiedziałam, tylko nie miałam pojęcia, że mój własny osobisty ojciec miał z nim coś wspólnego. Te dwa kawałki metalu nie dawały mi spokoju, więc przy najbliższej okazji zapytałam o nie znowu. A skąd masz ten odłamek? Byłem ranny. Jak to? W czasie Powstania. Fakt – ślady po tych odłamkach były widoczne – głęboka blizna w prawym ramieniu i w boku pod prawym żebrem – tylko przedtem nie zastanawiałam się, skąd mu się to wzięło. Wtedy dowiedziałam się, że nie słyszał tego rozpadającego się gdzieś obok pocisku, nagle zrobiło mu się jakoś ciepło i miękko i już nic dalej nie pamiętał. Znalazłam wypis ze szpitala polowego na Hożej. Że przebywał tam w dniach 4 września – 6 października 1944 roku. A co potem? A co przedtem? Odłamek z ramienia wyjęli mu dopiero jakiś czas po wojnie, ten drugi w płucu pozostał z nim do końca... Nie znam drogi powstańczej mojego ojca. Wiem, że walczył w batalionie Gozdawa w Powstańczych Oddziałach Specjalnych „Jerzyki“ pod pośrednim dowództwem podporucznika Szatana. Kapral ps. Mały. Bardzo kamuflujący pseudonim dla chłopaka o wzroście około 190 cm :) Miał wtedy równo 20 lat. W jakiejś książce podsuniętej mi przez koleżankę, której ciotka była łączniczką w Powstaniu znalazłam zapis: imię i nazwisko mojego ojca, pseudonim, stopień wojskowy i specjalność – saper (?????!!!!!) oraz to, że został ciężko ranny. Na początku Powstania stacjonowali na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim na Młynarskiej. Wiem tylko, że całe późniejsze życie nosił w sobie piętno odpowiedzialności za śmierć swojego ojca, a mojego dziadka. W pierwszych dniach sierpnia zniknął z domu. Pojawił się na chwilkę, by powiedzieć rodzicom gdzie jest i co robi – tylko tyle, żeby ich uspokoić (ja po takiej wiadomości chyba bym zawału dostała). Babcia właśnie gotowała obiad. Prosiła, żeby został i zjadł coś ciepłego, ale nie mógł i pobiegł. Mieszkali wtedy na Płockiej, czyli całkiem niedaleko. Babcia naszykowała więc koszyk i wyekspediowała dziadka z prowiantem dla chłopców. Nie dotarł. Pech chciał, że rozpoczął się ostrzał artyleryjski i dziadek zginął... Wiele, wiele lat później zasłyszałam rozmowę ojca z ciotkami. Po zakończonym Powstaniu trafił, jak wielu innych, do obozu w Pruszkowie, czekając na transport do Oświęcimia. I tam schorowanego, ze świerzbem na nogach odnalazła babcia. I jakimś sposobem udało się go stamtąd wyciągnąć. Niewiele informacji – bardziej rodzinna legenda, niż cząstka większej całości. Mamy XXI wiek. Tamte sierpniowe dni i udział Małego w Powstaniu pozostały we mgle historii minionego wieku. Moje wspomnienia pierwszosierpniowych wizyt na Cmentarzu Powązkowskim – spójrz, tego chłopaka znałem, kolega z podwórka – napisali, że miał osiemnoście lat, gdy zginął – a on nie miał szesnastu... I wrześniowe wycieczki do Palmir w Puszczy Kampinoskiej, by uczestniczyć w corocznej mszy i apelu poległych... Znów szperam w pudełku ze skarbami ojca. Tego cennego odłamka już nie ma – zgubiłam go jeszcze na starym mieszkaniu – gdzieś mi wypadł i długie poszukiwanie nie dało rezultatu. Ojciec nawet się nie złościł... Papiery, które kiedyś nie miały dla mnie znaczenia, to między innymi nadanie odznaczenia, które nigdy nie zostało zweryfikowane i wypis ze szpitala polowego. Doszły też nowe skarby – biało-czerwone opaski z kotwicą Polski Walczącej i znaczki Gozdawy i POS Jerzyki. Jakiż ojciec był dumny i rozpromieniony, kiedy po raz pierwszy wpiął taki znaczek w klapę marynarki w 40 rocznicę Powstania :) Całkowitej „odwilży“ już nie doczekał... A ja wciąż mam tyle pytań... Teraz z pewnością byłby na nie wszystkie opowiedział... 

Napisałam to kilka lat temu. A dokładnie 30 lipca 2006. Nadal nie wiem, jak to było. I już pewnie się nie dowiem...

niedziela, lipca 24, 2011

Wisła



Bardzo lubię ten fragment Warszawy, na południe od Mostu Siekierkowskiego, gdzie Wisła fantazyjnym zakrętem wpływa do miasta. Jedną i drugą stronę rzeki chronią wały przeciwpowodziowe (prawdę mówiąc, gdyby większa woda nadeszła, to rzeczone wały psu na budę by się przydały - od dawna nie rewaloryzowane, dziurawe od krecich i ryjówkowych tuneli jak ser szwajcarski, nasiąkałyby jak gąbka), ale od wałów do rzeki jeszcze kawał łąk i grądów. I tam właśnie jest najpiękniej - kawał dzikich terenów rozbrzmiewających głosami ptaków i ssaków. Parę lat temu widziałam kozła przeprawiającego się przez rzekę. Ale wtedy była susza. Spod wody wypełzły łachy piaszczyste, na których żerowały czaple i kormorany oraz (!) czarny bocian. Jeden. Dziś nie dojechałam aż tak daleko. Ścieżki zalane po deszczach, a rzeka stoi prawie równo ze skarpą. W przyszłym tygodniu mam zamiar pojechać na drugi brzeg. Może do tego czasu woda trochę opadnie...
Połów dzisiejszy, 24.07.2011

niedziela, lipca 17, 2011

Bańki mydlane







Nietrwałe i ulotne. Zawsze chciałam je mieć na zdjęciu. W piątek nieoczekiwanie trafiła się okazja. Zupełny przypadek. I jeszcze jakie towarzystwo. Roześmiane buziaki i mnóstwo ruchu. Szkoda, że nie poradziłam sobie ze światłem...
Połów 15.07.2011

czwartek, lipca 14, 2011

Z drogi



Z pędzącego samochodu trudno robić zdjęcia, ale czasem coś się udaje. Zwłaszcza, jeśli nie siedzi się za kierownicą ;)
Połów 10.07.2011

środa, lipca 13, 2011

Podlasie






Kraina cerkwi i bocianów. To tak w skrócie. W okolicach Bielska Podlaskiego niemal każda wieś szczyci się przecudnej urody zabytkową błękitną świątynią. Warto wyruszyć na Podlasie szlakiem "Drewno i sacrum". Wybrałam się tam z przyjaciółką. Trochę na wariackich papierach. W ciągu jednego dnia odwiedziłyśmy tyle miejsc, że pogubiłam się skutecznie i szczerze mówiąc nie bardzo wiem, gdzie zdjęcia robiłam...



Połów 9-10.07.2011

środa, lipca 06, 2011

Man at work



Prace przy pomniku warszawskiej Syrenki idą pełną parą i dlatego Syrenka trafiła do klatki. A pan operator maszyny roboczej jest po prostu słodki ;)
Połów 5.07.2011

wtorek, lipca 05, 2011

Nenu i niebieskie coś





Nenufary w parku pod BUW-em już kwitną. A przy okazji byłam świadkiem happeningu. Czego dotyczył? Nie mam pojęcia, bo przez czas jego trwania musiałam rozmowę telefoniczną odbyć... Zdjęcie z automatu zatem ;)
Połów dzisiejszy, 5.07.2011

niedziela, lipca 03, 2011

Pierścienie



Nabyłam pierścienie pośrednie. Jakieś no name. Tylko w międzyczasie zmieniła się pogoda i pierwsze próby czyniłam na deszczu i wietrze. Nic to jednak. We wtorek i środę mam wolne. Przy dobrych warunkach (bezdeszczowych) skoczę na działkę i zaatakuję mrówki albo inne żyjątka. Mrówki najprościej, bo się skubane nie przejmują Guliwerami ;)
Połów 1.07.2011

piątek, lipca 01, 2011

Prezydentura w Unii Europejskiej



Polak potrafi, ole! ;)

Kirkut




Wczoraj wybrałyśmy się z Malwiną na Cmentarz Żydowski przy Okopowej. Miejsce pełne spokoju i dawnej świetności. Znad wysokich traw i młodych drzew wyłaniają się kamienne tablice. Nie jestem w stanie odczytać, o kim nie chciano zapomnieć. Ale są tacy, którzy wiedzą i pamiętają. Przez chwilę poczułam się cofnięta w czasie.


Połów 30.06.2011 (ciężki wybór)

poniedziałek, czerwca 27, 2011

Transkaukazja





W sobotnich wędrówkach po Warszawie zatrzymałam się na chwilę na Placu Teatralnym posłuchać erewańskiej grupy Reincarnation. Grali super energetycznie, aczkolwiek prawdą jest, że załapałam się na ostatni kawałek i mam niedosyt do dziś. Koncert przed gmachem Teatru Wielkiego odbywał się w ramach imprezy Transkaukazja. A wszystkiemu przysłuchiwał się także Stanisław Moniuszko...
Połów 25.06.2011

niedziela, czerwca 26, 2011

Gwiazdki




Strasznie długo czekało się na ten pokaz pirotechniczny, a potrwał jeno z piętnaście minut...
Połów właściwie dzisiejszy (bo już po północy było), 26.06.2011