Właśnie wróciłam z Islandii, ale zanim cokolwiek, to najpierw muszę zapodać burzę, która wczoraj rozpętała się w moim mieście - takich błyskawic nigdy dotychczas nie zrobiłam.
Tak mi się ostatnio przeplatają święta katolickie i prawosławne.
Poprzednio Orszak Trzech Króli, dzisiaj Epifania. I nie musiałam daleko szukać. Wystarczyło wyjść z domu. Był wykuty w lodzie krzyż i krzyż z lodu ustawiony na Jeziorku. I była piękna liturgia prawosławna. I odważni, którzy zdecydowali się w ten mroźny dzień wskoczyć do wody :)
Mędrcy Świata, Monarchowie, gdzie spiesznie dążycie?
Było mroźno, było słonecznie, było tłoczno, było radośnie.
Odprowadziłam ich aż do samego Placu Piłsudskiego. A że to był orszak, więc Trzech Króli u mnie na zdjęciach nie ma - jest za to orszak, czyli prawie wszystko to, co było obok :)
Wczoraj wybrałyśmy się z Hanką na spacer do świeżo otwartego ogrodu na skarpie wiślanej pod Zamkiem Królewskim nad Arkadami Kubickiego. Ogród w stylu francuskim z pięknie "wyrzeźbionymi" krzaczkami bukszpanu, od zapachu którego kręci się w głowie. W głowie też kręci się od motyli pasących się na kwiatkach wypełniających bukszpanowe "ramki". I klony posadzone w wielkich biało-czerwono-zielonych donicach (jak za czasów naszego ostatniego króla - podobno odtworzone na podstawie obrazów Canaletta). Jeszcze jedno fajne miejsce w stolycy :)