wtorek, grudnia 03, 2013

Zwierzątka

A teraz to, co najbardziej lubię fotografować.
Oczywiście ogród zoologiczny nie jest najweselszym miejscem, zwłaszcza dla zwierząt, ale skoro nie można ich na wolności złapać... Mam jednak nadzieję, że kiedyś dotrę tam, gdzie te wszystkie piękności złapię w ich naturalnym środowisku :)










Nawet nie pytajcie, jak się te ptaki nazywają - rozpoznaję tylko papugi, pingwiny i sowy (ale jakie, to już nie wiem, bo nawet "uszy" niczego mi nie powiedziały).
PS. Sowy to puchacze mleczne. Afrykańskie :)




A tu zapozowały mi: kot (jakiś azjatycki, tylko nie pamiętam, jak się nazywa), lisek pustynny - fenek (spał, bo to środek dnia był), legwan czyli iguana oraz wydra :)
Połów 17.11.2013

poniedziałek, grudnia 02, 2013

Arrecife

Za dużo czasu nie było, więc tylko wybrzeże i laguna Charco de San Gines.





I w końcu jakieś ptaki (pomijam zielone papugi i synogarlice, bo synogrlice mam na codzień, a papugi pojawiały się tylko o świtaniu i tuż po zachodzie, czyli światło do focenia tak ruchomych obiektów kiepściuchne).

kulik wielki

czapla (malutka, taka jak na Kubie)

Połów 23.11.2013

piątek, listopada 29, 2013

Ze szczytu fortecy

Pojechałyśmy obejrzeć Teguise, dawną stolicę. Białe miasteczko u stóp wulkanu Guanapay. Na jego szczycie zaś usadowiła się Castillo de Santa Barbara, forteca powstała w 1551 roku dla obrony przed piratami, w której obecnie znajduje się muzeum tychże, a z której roztacza się widok na cztery strony świata. Oczywiście uwieczniłam.







Połów 21.11.2013

czwartek, listopada 28, 2013

Wśród wygasłych wulkanów

Park Narodowy Timanfaya przemierza się się przy pomocy autobusów lub aut. A co za tym idzie, nie można tak sobie wyjść i pohasać wśród lawy i popiołu. Czyli widoki przecudnej skąd inąd urody oglądamy zza szyby. Mnie to nie satysfakcjonuje. Muszę dotknąć. Więc na wycieczkę, proponowaną przez biuro podróży, nie pojechałam. Za to znalazłyśmy z koleżanką miejscową firmę trekingową, która trudni się oprowadzaniem między wulkanami. Cena w miarę przystępna (w zależności od kursu euro ;).
Państwo przyjechało po nas do hotelu i zawiozło na miejsce zbiórki. Chętnych było więcej, w różnym wieku, różnej płci i różnej narodowości. United Europe, jednym słowem. Przewodnicy wielojęzykowi, zatem wszyscy zrozumieli o czym come on. Naszym przewodnikiem był Jules, gadający po angielsku i francusku (na nasz użytek; podejrzewam, że jeszcze kilka miał w zanadrzu). Barwnie prawił o geologicznej historii wyspy w języku langłicz, po czym równie barwnie musiał to wszystko jeszcze raz opowiadać po francusku dwóm pannom z Francji (bo jak ogólnie wiadomo Francuzi języków obcych nie znają).


Tu na obrazku widać.
Ale w sumie na dobre wyszło, bo był czas na robienie zdjęć :)
Po tym wstępie poszliśmy w wiatr i wulkany.
Pan opowiadał też o polach lawy, które gdzie indziej momentalnie zarastają roślinnością, a na Lanzarote po ponad 300 latach tylko rośliny pionierskie na nich widać. A to z powodu braku wody. I wtedy poznałam nowe słowo: lejken :) Bo Jules mówił, że w związku z tym brakiem wody tylko lejken te pola lawy porastają. I zwrócił się do Finów z naszej wycieczki: też lejken u siebie macie? Finowie przytaknęli. A w Polsce? A my z Gretą nie bardzo wiedziałyśmy, co to takie. Grecie się nie dziwię, ale ja? Biolog? Jules rozwinął temat: to takie glony, co w symbiozie z grzybami żyją. Wtedy dopiero mnie olśniło: POROSTY! A miałam przed oczami całe wulkaniczne pole porostów :) Gdyby mi to lejken napisał, to wiedziałabym od razu - bo to się "lichen" pisze, a lichenologia, to nauka o porostach.
Dobra, dosyć ględzenia. Czas na zdjęcia.








A jeszcze stojąc na krawędzi krateru zrobiłam panoramę:


Warto było wydać te parę euro dla takich widoków :)
Połów 19.11.2013

środa, listopada 27, 2013

Salinas de Janubio

Warzelnia soli. Najstarsza i największa na archipelagu (założona w 1895 roku na przestrzeni 4,5 km², jak podaje Pascal). Koniecznie chciałam tam dotrzeć, trochę ze względu na krajobraz poszatkowany polami do odparowywania wody z oceanu, a trochę ze względu na wiatraki. Jak się okazało z wiatraków pozostały pozostałości ;), bo zastąpiono je pompami elektrycznymi, ale solne pola są nadal, a firma nadal prosperuje :)












Tych pomarańczy na krzaku nie mogłam sobie odmówić i wstawiłam. Rosły sobie w czyimś ogródku, jak nasze jabłka. Nawet niektóre opadłe, leżały pod i się psuły, też jak nasze jabłka :)
Połów 18.11.2013

wtorek, listopada 26, 2013

Wokół jeziora

A właściwie wokół laguny. Bo tym jest Charco de los Clicos, a zatoka, w której leży to podmyty przez ocean wulkaniczny krater. Zadziwiający jest kolor wody w jeziorze. W oceanie błękit, a w jeziorze intensywna zieleń. A to za sprawą glonów w jeziorze żyjących. Generalnie zachwycające miejsce.










Połów 18.11.2103

poniedziałek, listopada 25, 2013

Księżyc nad Lanzarote

Tak podejrzewałam, że na pełnię się załapię. I zabrałam statyw. Okazało się, że ta prawie afrykańska pełnia niewiele się od mojej zaokiennej różni. Tylko tym, że u mnie za oknem palmy nie rosną. I że tak nie duje :)



I tym księżycowym akcentem zaczynam sprawozdanie z wyprawy na wyspę o księżycowym krajobrazie.
Połów 16-17.11.2013