środa, października 16, 2013

Młyny nad Grabią

W niedzielę eksplorowałam okolice Łodzi. Szlak młynów nad Grabią. Na celowniku cztery młyny. Znalazłyśmy trzy, z czego tylko dwa dały się uwiecznić. Podejrzewam, że ten trzeci też dałoby się obfotografować, tylko trzeba było spytać właścicieli, a tego nie zrobiłyśmy.














Połów 13.10.2013

poniedziałek, października 14, 2013

Żurawie, łosie i jesienne okoliczności przyrody

Do rumuńskiej wyprawy jeszcze powrócę, bo parę zdjęć do podzielenia się zostało, ale w międzyczasie był obfitujący w wypady jesienne weekend, więc aktualności muszą być ;)
Zatem znów Biebrza. Ostatnia chwila na zlotowisko-noclegowisko żurawi. Szkoda, że słoneczko nie dopisało, ale i tak satysfakcja ogromna.


Nie wiem, czy dobrze to widać, ale na horyzoncie majaczy taka chmura-nie-chmura. I za nią podążałyśmy z Wiewiórkiem. Stado żurawi, udające się do sypialni ;) Trafiłyśmy bezbłędnie.






Wpadłyśmy na chwilę na Biały Grąd. I też dobrze, bo natknęłyśmy się na łoszę z maluchem. Zaskoczenie i dla nich, i dla nas :)



A między tymi spotkaniami jesienna Biebrza i nostalgiczne krajobrazy (bez statywu i bez światła ;)







Oraz sytuacje podobne do tych rumuńskich ;)





Fotografia samochodowa.



Dwa ostanie tak na dokładkę. Pierwsze po wymianie obiektywu, w pośpiechu. Okazuje się, że czasem warto zapomnieć o ustawieniach aparatu - i zamiast zdjęcia dokumentalnego wychodzi artystyczne ;) Drugie przedstawia ptaszka na drucie :) I tyle, jeśli chodzi o ubiegłą sobotę.
Połów 12.10.2013

piątek, października 04, 2013

Cerkwie malowane

Przecudne, sięgające średniowiecza, z zachowanymi freskami tak w środku, jak i na zewnątrz. Rzadkość na skalę światową, nie tylko europejską. 
Widzieliśmy tylko dwie. W Humorze i Sucevicy. I obie mnie zachwyciły niezwykle. 
W drodze powrotnej mieliśmy jeszcze zajrzeć do Voroneca, ale już do dom nam się spieszyło, poza tym deszcz padał...



Tak w całości, a tak w zbliżeniu.








W Humorze Małgosia uprosiła siostrę pilnującą o możliwość zrobienia kilku zdjęć w środku. I fajnie się złożyło, bo akurat zastaliśmy tam konserwatorów przy pracy.



Zaznaczam, że bez flesza było.
W Sucevicy też konserwacja by się przydała, bo jacyś współcześni wandale nie poszanowali.


A na koniec okazało się, że cuda się zdarzają:


c.d.n
Połów 12-13.09.2013

wtorek, października 01, 2013

Na przełęczy

Pani ze schroniska na przełęczy Prislop w rozmowie telefonicznej, zanim na przełęcz dotarliśmy, obiecała, że trafimy do najpiękniejszego miejsca na świecie. 
Powitał nas taki obrazek. Bajka.


Wszystko w zachodzącym słońcu i chmurach. 
Później widoki zmieniały się, jak w kalejdoskopie, zatem nie mogliśmy w spokoju spożywać znakomitego skądinąd obiadu i między zupą a drugim daniem wszyscy uwieczniali świetlny spektakl, zgotowany jakby specjalnie dla nas przez Matkę Naturę. Dwie uczty - dla ciała w schronisku, dla ducha przed nim ;) 





Następnego dnia na skoroświt nie wyszłam. W stronę słońca dotarłam chwilę później. Jeszcze nie wszystko było pozamiatane, tylko nie wzięłam teleobiektywu, więc zdjęcia takie sobie, ale mgły były nieziemskie.





Zostaliśmy tam dwie noce. A przełęcz jak nas powitała, tak i pożegnała. Muszę tam kiedyś wrócić...



c.d.n.
Połów 10-12.09.2013, przełęcz Prislop